r e k l a m a

Zapłacił za zabójstwo żony

Janina Blikowska 01-02-2012, ostatnia aktualizacja 01-02-2012 02:14

Mieszkaniec Ursynowa zlecił zabójstwo swojej żony. Zapłacił za to 25 tys. zł. Teraz jemu oraz trzem innym mężczyznom grozi dożywocie

Prokuratura na Mokotowie po roku śledztwa wysłała wczoraj do sądu akt oskarżenia w sprawie zabójstwa 59-letniej Haliny L. Kobieta, ofiara przemocy domowej, została uduszona w mieszkaniu na Ursynowie.

Działaczki Centrum Praw Kobiet, które pomagało ofierze  od razu, skierowały podejrzenia na męża kobiety. Jednak śledczy przez kilka miesięcy nie byli tego w stanie udowodnić Andrzejowi L. Z mieszkania poza dwoma telefonami komórkowymi ofiary nic nie zginęło.

Przełom w sprawie nastąpił w maju ub. roku. Kilka dni wcześniej ktoś użył jednego z telefonów Haliny L. Policjanci szybko dotarli do tej osoby. Dzięki jej zeznaniom ustalili, kto wcześniej miał tę komórkę.

I tak namierzyli 35-letniego Mirosława G., rolnika spod Lublina. Przyznał on, że był w domu ofiary w dniu zabójstwa. Pojechał tam razem ze swoim znajomym ze wsi – 59-letnim Stanisławem K., który na prośbę Andrzeja L. zgodził się zabić jego żonę.

L. od kilku lat planował to zabójstwo. Między nim a żoną często dochodziło do kłótni, mężczyzna znęcał się nad kobietą. Para próbowała sprzedać wspólne mieszkanie, ale nie  była w stanie dogadać się co do ceny. I to właśnie sprawiło, że Andrzej L. postanowił pozbyć się żony. Dzięki koledze z pracy Grzegorzowi F. dotarł do Stanisława K., któremu w ratach zapłacił za zabójstwo 15 tys. zł. A po zbrodni dopłacił jeszcze 10 tys. zł.

Najpierw zatrzymano Mirosława G. pod zarzutem współudziału w zbrodni, potem Andrzeja L. za zlecenie mordu.

Stanisław K. ukrywał się przez kilka tygodni. Policjanci dopadli go w Lublinie. Na końcu zatrzymano Grzegorza F.

– Wszyscy poza Stanisławem K. przyznali się do winy – mówi Paweł Wierzchołowski, szef mokotowskiej prokuratury. Dodaje, że K. potwierdził, iż był na miejscu zbrodni, ale to nie on udusił ofiarę, a jego wspólnik.

Cała czwórka jest w areszcie. Za zarzuty, które na nich ciążą, sąd może skazać ich nawet na karę dożywotniego więzienia.

Życie Warszawy