r e k l a m a

Po ognisku wsiedli do sań z pijanym woźnicą

blik 15-02-2012, ostatnia aktualizacja 15-02-2012 00:35

Trzynaścioro dzieci wypadło z sań powożonych przez pijanego woźnicę w Izabelinie

Dziewczynki i chłopcy  wraz z kilkorgiem rodziców wybrali się na ognisko w Puszczy Kampinoskiej. Po pieczeniu  kiełbasek przy gospodzie w Izabelinie cała grupa pojechała na umówiony kulig.

Saniami powoził 39-letni Robert K., który zajmuje się tym zawodowo. Latem wozi   turystów dorożkami, a zimą saniami. Na prostej drodze, nie wiadomo dlaczego, sanie nagle przewróciły się na bok, a wszyscy pasażerowie z nich wypadli wprost w śnieżne zaspy.

– Wypadek wyglądał groźnie.  Początkowo były obawy, że dwójka dzieci poważnie ucierpiała, ale to się nie potwierdziło – opowiada  policjant.

Jeden z rodziców wezwał na miejsce mundurowych. Funkcjonariusze jak zwykle w takich  przypadkach przebadali alkomatem woźnicę. Urządzenie wykazało u niego 0,8 promila w wydychanym powietrzu. Mężczyzna został zatrzymany. Po wytrzeźwieniu go zwolniono. Policjanci chcą mu postawić zarzut narażenia życia i zdrowia przewożonych dzieci, za co grozi do trzech lat więzienia.

Mundurowi zastanawiają się też nad kolejnym zarzutem: jazdy pod wpływem alkoholu.

A sprawa nie jest prosta. Jak mówi Krzysztof Bujnowski, szef stołecznej drogówki, przepisy  pozwalają ukarać za pijaństwo kierowcę pojazdu mechanicznego, a w przypadku woźnicy musi on poruszać się po drodze publicznej, strefie ruchu czy strefie zamieszkania – tłumaczy naczelnik Bujnowski.

Czy droga, którą jechały sanie,  spełnia te kryteria? – Czekamy na informację od zarządcy. Dopiero  po otrzymaniu  opinii zdecydujemy, jakie dodatkowe zarzuty postawić woźnicy – tłumaczy  policjant. Dodaje, że jeśli okaże się, że była to droga publiczna, to Robert K. odpowie za jazdę pod wpływem alkoholu, za co grozi do dwóch lat więzienia oraz utrata prawa jazdy.

Życie Warszawy