r e k l a m a

Atak SMS-owych naciągaczy

koz 16-02-2012, ostatnia aktualizacja 16-02-2012 22:43

Oszu­ści w spryt­ny spo­sób pró­bu­ją wy­łu­dzić pie­nią­dze. Pro­szą o do­ła­do­wa­nie kon­ta na ko­mór­ce

„Ma­mo, kup mi kar­tę za 50 zł  od plu­sa i wy­ślij kod na ten nu­mer. Pi­szę od ko­le­gi, bo ze­psuł  mi się te­le­fon" – ta­ki SMS otrzy­mał nasz re­dak­cyj­ny ko­le­ga. Pró­bo­wał od­dzwo­nić pod nu­mer, z któ­re­go przy­szła wia­do­mość, ale nikt nie pod­no­sił słu­chaw­ki.

– Ani nie je­stem ma­mą, ani nie mam sy­na – dzi­wił się od­bior­ca wia­do­mo­ści. I na­brał po­dej­rzeń. Po­li­cjan­ci nie ma­ją wąt­pli­wo­ści: – To pró­ba wy­łu­dze­nia pie­nię­dzy.

– Na po­cząt­ku trze­ba zwe­ry­fi­ko­wać ta­ką wia­do­mość – ra­dzi To­masz Olesz­czuk ze sto­łecz­nej po­li­cji. – Je­że­li SMS przy­szedł od nie­zna­jo­me­go i po­dej­rze­wa­my oszu­stwo, trze­ba to zgło­sić  po­li­cji. Na pew­no nie na­le­ży od­sy­łać ko­du do kar­ty te­le­fo­nicz­nej – do­da­je sto­łecz­ny po­li­cjant.

Mun­du­ro­wi przy­zna­ją, że ostat­nio wie­le ta­kich SMS-ów krą­ży wśród war­sza­wia­ków.

– Ale zgło­szeń ma­my ma­ło – do­da­je To­masz Olesz­czuk.

Życie Warszawy