Za wypadek po pijanemu ścigany listem gończym
Pijany kierowca, który spowodował poważny wypadek, nie został zatrzymany przez policję. Ukrywa się, więc trzeba go ścigać listem gończym
Poszukiwany to obecnie 47-letni Bogdan B. W sierpniu ubiegłego roku brawurowo prowadząc volkswagena golfa, na ul. Rosoła uderzył w jeepa, który uderzył w latarnię.
Z kolei golf wjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z peugeotem. Impet uderzenia był tak duży, że volkswagen dachował. Straż pożarna musiała uwalniać uwięzione w nim osoby – dwóch pasażerów oraz kierowcę. Okazało się, że szofer był pijany. Miał dwa promile w wydychanym powietrzu, a że był cały zakrwawiony, razem z pasażerami trafił do szpitala. Tam przeszedł rutynowe badania i gdy nic poważnego mu nie dolegało, został zwolniony do domu.
Do szpitala trafił też 46-letni kierowca peugeota. Jego stan był bardzo poważny. Mimo wysiłków lekarzy mężczyzna zmarł w październiku. – Biegli orzekli, że przyczyną zgonu były obrażenia poniesione w tym właśnie wypadku – mówi jeden ze śledczych.
Mokotowska prokuratura nie może jednak postawić zarzutów sprawcy wypadku. Bo mężczyzna się ukrywa. Już po tragedii okazało się, że nie miał prawa jazdy. Wcześniej uprawnienia kierowcy zabrał mu sąd. Policjanci nie sprawdzili tego w dniu wypadku, mężczyzna skłamał wtedy, że nie ma ze sobą dokumentów.
Prokuratura w listopadzie postawiła Bogdanowi B. zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku pod wpływem alkoholu oraz prowadzenia auta bez uprawnień. A ponieważ nie ma z nim kontaktu, właśnie wystawili za nim list gończy.
Prokuratorzy zastanawiają się też, dlaczego przy tak poważnym wypadku policjanci nie zatrzymali pijanego sprawcy, a o samym zdarzeniu dowiedzieli się dopiero po kilku tygodniach.
– O zatrzymaniu sprawcy decyduje prokurator – tłumaczy Krzysztof Bujnowski, naczelnik stołecznej drogówki. Tymczasem prokuratorzy odbijają piłeczkę – tłumaczą, że policja ma prawo zatrzymać osobę, co do której istnieją podejrzenia, że popełniła przestępstwo.
– Policjanci zatrzymują ludzi za mniej poważne rzeczy, a pijanego sprawcy ciężkiego wypadku nie zatrzymali. To zwykłe zaniedbanie – komentuje jeden ze śledczych.
Szef mokotowskiej prokuratury Paweł Wierzchołowski wysłał w tej sprawie wczoraj pismo do komendanta stołecznej policji i czeka na jego wyjaśnienia. Sama policja o sprawie rozmawiać nie chce. – Śledztwo prowadzi prokuratura na Mokotowie, więc wszelkie pytania proszę kierować do niej – oświadczył jedynie Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook