r e k l a m a

Za wypadek po pijanemu ścigany listem gończym

blik 16-02-2012, ostatnia aktualizacja 16-02-2012 22:45

Pijany kierowca, który spowodował poważny wypadek, nie został zatrzymany przez policję. Ukrywa się, więc trzeba go ścigać listem gończym

Po­szuki­wa­ny to obec­nie 47-let­ni Bog­dan B. W sierp­niu ubiegłego roku bra­wu­ro­wo prowadząc volks­wa­ge­na gol­fa, na ul. Ro­so­ła ude­rzył w je­epa, któ­ry ude­rzył w la­tar­nię.

Z ko­lei golf wje­chał na prze­ciw­le­gły pas ru­chu i zde­rzył się czo­ło­wo z peu­ge­otem. Im­pet ude­rze­nia był tak du­ży, że volks­wa­gen da­cho­wał. Straż po­żar­na mu­sia­ła uwal­niać uwię­zio­ne w nim oso­by – dwóch pa­sa­że­rów oraz kie­row­cę. Oka­zało się, że szo­fer był pi­ja­ny. Miał dwa pro­mi­le w wy­dy­cha­nym po­wie­trzu, a że był ca­ły za­krwa­wio­ny, ra­zem z pa­sa­że­ra­mi tra­fił do szpi­ta­la. Tam prze­szedł ru­ty­no­we ba­da­nia i gdy nic po­waż­ne­go mu nie do­legało, zo­stał zwol­nio­ny do do­mu.

Do szpi­ta­la tra­fił też 46-let­ni kie­row­ca peu­ge­ota. Jego stan był bar­dzo po­waż­ny. Mi­mo wy­sił­ków le­ka­rzy męż­czy­zna zmarł w paź­dzier­ni­ku. – Bie­gli orze­kli, że przy­czy­ną zgo­nu by­ły ob­ra­że­nia po­nie­sio­ne w tym wła­śnie wy­pad­ku – mó­wi je­den ze śled­czych.

Mo­ko­tow­ska pro­ku­ra­tu­ra nie mo­że jednak po­sta­wić za­rzu­tów spraw­cy wy­pad­ku. Bo męż­czy­zna się ukry­wa. Już po tra­ge­dii oka­za­ło się, że nie miał pra­wa jaz­dy. Wcze­śniej upraw­nie­nia kie­row­cy za­brał mu sąd. Po­li­cjan­ci nie spraw­dzi­li te­go w dniu wy­pad­ku, męż­czy­zna skłamał wtedy, że nie ma ze so­bą do­ku­men­tów.

Pro­ku­ra­tu­ra w li­sto­pa­dzie po­sta­wiła Bog­da­no­wi B. za­rzu­ty spowodowania śmier­tel­ne­go wy­pad­ku pod wpły­wem al­ko­ho­lu oraz pro­wa­dze­nia au­ta bez upraw­nień. A ponieważ nie ma z nim kon­tak­tu, wła­śnie wy­sta­wi­li za nim list goń­czy.

Pro­ku­ra­to­rzy za­sta­na­wia­ją się też, dla­cze­go przy tak po­waż­nym wy­pad­ku po­li­cjan­ci nie za­trzy­ma­li pi­ja­ne­go spraw­cy, a o sa­mym zda­rze­niu dowiedzieli się do­pie­ro po kil­ku ty­go­dniach.

– O za­trzy­ma­niu spraw­cy de­cy­du­je pro­ku­ra­tor – tłu­ma­czy Krzysz­tof Buj­now­ski, na­czel­nik sto­łecz­nej dro­gów­ki. Tym­cza­sem prokuratorzy od­bi­ja­ją pi­łecz­kę – tłu­ma­czą, że po­li­cja ma pra­wo za­trzy­mać oso­bę, co do któ­rej ist­nie­ją po­dej­rze­nia, że po­peł­ni­ła prze­stęp­stwo.

– Po­li­cjan­ci za­trzy­mu­ją lu­dzi za mniej po­waż­ne rze­czy, a pi­ja­ne­go spraw­cy cięż­kie­go wy­pad­ku nie za­trzy­ma­li. To zwy­kłe za­nie­dba­nie – komentuje je­den ze śled­czych.

Szef mo­ko­tow­skiej pro­ku­ra­tu­ry Pa­weł Wierz­cho­łow­ski wy­słał w tej spra­wie wczo­raj pi­smo do ko­men­dan­ta sto­łecz­nej po­li­cji i cze­ka na je­go wy­ja­śnie­nia. Sa­ma po­li­cja o spra­wie roz­ma­wiać nie chce. – Śledz­two pro­wa­dzi pro­ku­ra­tu­ra na Mo­ko­to­wie, więc wszel­kie py­ta­nia pro­szę kie­ro­wać do niej – oświad­czył je­dy­nie Ma­ciej Kar­czyń­ski, rzecz­nik sto­łecz­nej po­li­cji.

Życie Warszawy