r e k l a m a

Zatrzymani: policja nas bije

Janina Blikowska,Ma­rek Ko­zu­bal 20-02-2012, ostatnia aktualizacja 20-02-2012 03:16

Osoby trafiające na komendę coraz częściej skarżą się prokuraturze na brutalność funkcjonariuszy

Śród­miej­scy po­li­cjan­ci za­trzy­ma­li do kon­tro­li dro­go­wej ko­bie­tę. Nie mia­ła przy so­bie do­ku­men­tów, więc te przy­wiózł  jej mąż.

Pod­czas in­ter­wen­cji po­mię­dzy mał­żeń­stwem a funk­cjo­na­riu­sza­mi do­szło do kłót­ni. Po­li­cjan­ci uży­li wo­bec nich prze­mo­cy, sku­li ich kaj­dan­ka­mi. Mał­żeń­stwo uzna­ło, że mun­du­ro­wi prze­kro­czy­li swo­je upraw­nie­nia, i po­wia­do­mi­ło pro­ku­ra­tu­rę. Na ra­zie nikt nie usły­szał za­rzu­tów. Po­dob­nych śledztw tyl­ko na Mo­ko­to­wie jest 10, z cze­go po­ło­wa wpły­nę­ła w stycz­niu te­go ro­ku.

Z in­for­ma­cji, któ­re otrzy­ma­li­śmy z oby­dwu war­szaw­skich pro­ku­ra­tur okrę­go­wych, wy­ni­ka, że w tej chwi­li pro­wa­dzo­ne są aż 54 śledz­twa do­ty­czą­ce prze­kro­cze­nia upraw­nień i nie­uza­sad­nio­ne­go uży­cia prze­mo­cy przez funk­cjo­na­riu­szy po­li­cji. Do­ty­czą one naj­czę­ściej uży­cia kaj­da­nek wo­bec za­trzy­ma­nych, a tak­że po­bi­cia.

Wy­mu­sza­nie ze­znań

Na przy­kład śled­czy z No­we­go Dwo­ru Ma­zo­wiec­kie­go ba­da­ją, czy po­li­cjan­ci z Czo­sno­wa po­bi­li męż­czy­znę, któ­ry le­żał przy dro­dze w Cy­bu­li­cach Du­żych. Za­uwa­żył go ja­kiś kie­row­ca i za­dzwo­nił po po­li­cję.

– Funk­cjo­na­riu­sze wie­dzie­li, że męż­czy­zna jest ran­ny w gło­wę, i za­wieź­li go do szpi­ta­la, gdzie go opa­trzo­no – opo­wia­da Emi­lia Kry­stek, sze­fo­wa pro­ku­ra­tu­ry.

Jed­nak jesz­cze tej sa­mej no­cy męż­czy­zna za­dzwo­nił na ko­men­dę i stwier­dził, że po­li­cjan­ci go po­bi­li. Choć był pi­ja­ny – jak wy­ka­za­ły ba­da­nia, miał 2,1 pro­mi­la – funk­cjo­na­riu­sze przy­ję­li za­wia­do­mie­nie, a ma­te­ria­ły prze­ka­za­li do pro­ku­ra­tu­ry.

W cza­sie prze­słu­chań po­szko­do­wa­ny za­czął wy­co­fy­wać się z ze­znań.

Ale są śledz­twa, jak np. w Pia­secz­nie, gdzie pro­ku­ra­to­rzy sta­wia­ją po­li­cjan­tom za­rzu­ty. W lu­tym usłyszał je mundurowy za uszko­dze­nie cia­ła, czy­li po­bi­cie za­trzy­my­wa­nej oso­by. Funk­cjo­na­riusz do­stał do­zór po­li­cyj­ny, mu­si re­gu­lar­nie mel­do­wać się w ko­mi­sa­ria­cie.

Z ko­lei pro­ku­ra­tu­ra w Le­gio­no­wie pro­wa­dzi śledz­two w spra­wie wy­mu­sza­nia ze­znań przez po­li­cjan­tów z Wo­ło­mi­na, a na Pra­dze-Pół­noc m.in. to­czy się po­stę­po­wa­nie w spra­wie nie tyl­ko po­bi­cia, ale tak­że okra­dze­nia na ko­men­dzie za­trzy­ma­ne­go, in­ne do­ty­czy zaś zmu­sze­nia przez po­li­cjan­ta do przy­ję­cia przez kie­row­cę man­da­tu.

Naj­po­waż­niej­sze związane jest z in­ter­wen­cją, do któ­rej do­szło w li­sto­pa­dzie po­przed­nie­go ro­ku na Pra­dze. W jej trak­cie po­li­cjant po­strze­lił Ukra­iń­ca, któ­ry rzu­cił się na niego z sie­kie­rą. W wy­ni­ku od­nie­sio­nych ob­ra­żeń na­past­nik zmarł.

Do umo­rze­nia

Więk­szość spraw prze­ciw­ko po­li­cjan­tom pro­wa­dzo­na jest tyl­ko w spra­wie. Funk­cjo­na­riu­sze nie usły­sze­li za­rzu­tów kar­nych. Z da­nych pro­ku­ra­tu­ry wy­ni­ka też, że więk­szość ta­kich spraw jest uma­rza­na.

Zda­niem Ar­ka­diu­sza Ma­tu­sia­ka, by­łe­go pro­ku­ra­to­ra re­jo­no­we­go w Wo­ło­mi­nie, a dziś ad­wo­ka­ta i wy­kła­dow­cy na Uczel­ni Ła­zar­skie­go, są dwa po­wo­dy ro­sną­cej licz­by za­wia­do­mień o prze­kro­cze­niu upraw­nień przez po­li­cjan­tów.

– Po pierw­sze oso­by za­trzy­my­wa­ne przez funk­cjo­na­riu­szy chcą wy­łą­czyć kon­kret­ne­go po­li­cjan­ta od pro­wa­dze­nia da­nej spra­wy i skła­da­ją na nie­go skar­gę. Po dru­gie do zła­ma­nia pra­wa do­cho­dzi w za­ci­szu ko­mend i brak jest obiek­tyw­nych do­wo­dów po­zwa­la­ją­cych po­twier­dzić, czy do­szło do prze­stęp­stwa, czy nie – mó­wi Ma­tu­siak.

Do­da­je, że ta­kie śledztwa są bar­dzo trud­ne.

– Roz­wią­za­niem by­łoby za­mon­to­wa­nie mo­ni­to­rin­gu we wszyst­kich po­miesz­cze­niach ko­mend al­bo ba­da­nie za­trzy­ma­ne­go przez le­ka­rza po każ­dej czyn­no­ści pro­ce­so­wej. To dru­gie roz­wią­za­nie by­ło­by znacz­nie tań­sze – uwa­ża by­ły pro­ku­ra­tor.

Do­da­je, że ta­kie spra­wy są bar­dzo trud­ne z in­ne­go po­wo­du. – Jak po­krzyw­dzo­ny mo­że roz­po­znać po­li­cjan­ta, któ­ry użył wo­bec nie­go prze­mo­cy, gdy funk­cjo­na­riusz był np. w heł­mie? Tym bar­dziej że w ta­kich sy­tu­acjach po­li­cjant nie po­ka­zu­je le­gi­ty­ma­cji – pod­kre­śla Ar­ka­diusz Ma­tu­siak.

Co sa­ma po­li­cja my­śli o ro­sną­cej licz­bie skarg na funk­cjo­na­riu­szy?

– Do­tych­czas ta­ki­mi spra­wa­mi zaj­mo­wa­ły się na­sze ko­mór­ki we­wnętrz­ne. Jed­nak ich de­cy­zje czę­sto by­ły za­skar­ża­ne przez oso­by, któ­re zło­ży­ły skar­gę. Te­raz kie­ru­je­my je do pro­ku­ra­tu­ry. Chce­my, aby roz­pa­trzy­ła je nie­za­leż­na in­sty­tu­cja. Większość po­stę­po­wań jest uma­rza­na – tłu­ma­czy gen. Mi­ro­sław Schos­sler, ko­men­dant sto­łecz­ny po­li­cji.

Gen. Schos­sler za­uwa­ża tak­że, że wzra­sta świa­do­mość  praw­na oby­wa­te­li, stąd tak du­ża licz­ba skarg na dzia­ła­nie funk­cjo­na­riu­szy.

Życie Warszawy